Jeszcze do niedawna mój internet przypominał koszmar. Dzisiaj prędkości są znacznie wyższe. Nie, wcale się nie przeprowadziłem. Po prostu od pół roku testuję Starlinka i mam dla was sporo przemyśleń.
Ponad rok temu uciekłem trochę poza miasto. Przed przeprowadzką sprawdziłem okoliczne BTS-y, czyli nadajniki, żeby zobaczyć, czy będę miał w miarę dobry zasięg mobilny. Wiedziałem, że nie ma tu światłowodu. Według zapowiedzi sprzed pięciu lat miał się pojawić już pół roku temu, ale nadal go nie ma. Zobaczyłem na mapie kilka okolicznych stacji bazowych i pomyślałem: jakoś to będzie.
Po przeprowadzce przetestowałem wszystkich operatorów. Większość była prawie nieużywalna, nawet po wystawieniu dobrego routera na zewnątrz. Jedyny mobilny internet, który działał jako tako, to Orange. W typowy dzień tygodnia wyciągałem około 50 megabitów na sekundę pobierania i 5 do 10 megabitów uploadu. Dało się z tego korzystać, ale w weekendy nadajnik był mocno obciążony. Prędkości spadały do 5 megabitów w dół i poniżej 1 megabita w górę.
Zacząłem myśleć o Starlinku. Początkowo plan kosztował 335 złotych miesięcznie, a sam sprzęt około 3 tysięcy złotych. Koszty były zaporowe. Dzisiaj wygląda to dużo lepiej.
Koszty i nowe plany abonamentowe
Starlink przestał być tylko drogą zabawą. Sprzęt można kupić na własność. Wersja Standard kosztuje około 1500 złotych, a wersja Mini w okolicach 1200 złotych.
Mamy do wyboru dwie opcje dla domu: plan Standard za 215 złotych i plan Lite za 149 złotych. Różnią się priorytetem danych. Jeżeli w okolicy jest dużo użytkowników Starlinka, a sieć jest obciążona, twój internet w planie Lite może zwolnić na rzecz osób z wyższym priorytetem. U mnie przez pół roku zdarzyło się to może dwie lub trzy sytuacje. Prędkość spadła wtedy do około 100 megabitów na sekundę, co i tak jest świetną wartością. Zupełnie nie odczuwam tego niższego priorytetu.
Dosłownie kilka dni temu na stronie pojawiła się opcja wydzierżawienia anteny. Nie płacimy za nią nic. Płacimy wyłącznie abonament. Wcześniej można było podpisać umowę na 12 miesięcy i sprzęt przechodził na własność. Obecnie po zakończeniu korzystania musimy zwrócić antenę. To wygodne, bo łatwiej będzie wymienić sprzęt po premierze nowej generacji.
W internecie krążą opinie, że Starlink pobiera 70 albo 90 watów. Moja aplikacja najczęściej pokazuje średnie zużycie z ostatniego czasu na poziomie 37 watów. Koszt prądu nie jest ogromny.
Rzeczywiste prędkości i stabilność
Pobieranie zazwyczaj waha się u mnie między 200 a 400 megabitów na sekundę. To duży rozstrzał, ale takie wahania się zdarzają. Według serwisu Speedtest średnia prędkość Starlinka w Polsce w sierpniu 2025 roku wynosiła 156 megabitów na sekundę. Rok wcześniej w lipcu były to zaledwie 74 megabity. Wysyłają na orbitę nowsze satelity i widać, że to działa coraz lepiej.
Upload w momencie mojego zakupu kręcił się wokół 20 megabitów na sekundę. Teraz najczęściej widzę około 30. Ostatnio dobiło nawet do 70, choć rzadko się to zdarza. Ping wynosi u mnie zazwyczaj 19 do 20 milisekund, a według Speedtestu średnia to około 60 milisekund. Do grania amatorskiego to w zupełności wystarcza. Profesjonalni gracze w Counter Strike’a czy Valoranta potrzebują światłowodu, bo na Starlinku czasami zdarza się utrata pakietów na ułamek sekundy i można przez to przegrać rundę.
Przed zakupem pobierzcie darmową aplikację Starlink na telefon. Skanujecie w niej niebo w miejscu, gdzie chcecie zamontować antenę. Od razu zobaczycie, czy macie czystą widoczność, czy jakieś drzewo zasłania sygnał. U mnie mapa w aplikacji jest cała na niebiesko.
Jak sprzęt znosi pogodę
Nie miałem jeszcze okazji testować go w ekstremalnych warunkach czy wielkich ulewach. Obecnie antena jest lekko zaśnieżona i w niczym to nie przeszkadza. System automatycznie zwiększa pobór mocy i rozmraża śnieg. Na forach widziałem wątki o piorunach uderzających w anteny, więc na czas burzy po prostu odłączam sprzęt od prądu.
Tani i solidny montaż na elewacji
Antena musi mieć czysty widok na niebo. Każda mała przeszkoda potrafi znacząco pogorszyć jakość łącza. Zamiast kupować oficjalne części od Starlinka za około 300 złotych, zamontowałem to budżetowym kosztem za mniej więcej 200 złotych.
Kupiłem zwykły uchwyt satelitarny za 60 złotych i solidny metalowy adapter z AliExpress za kolejne 60 złotych. Adapter trzyma antenę na rurze znacznie pewniej niż płytki oryginał. Wymieniacie podstawę w antenie na ten adapter, nakładacie na rurę i włala. Trzyma się na tyle mocno, że trzeba by potężnego podmuchu wiatru, żeby to ściągnąć. Do zasilania wyprowadziłem na zewnątrz zwykły kabel Ethernet kategorii 5E. Najnowsze anteny działają z nim bez problemu, podczas gdy we wcześniejszych wersjach trzeba było kupować przejściówki. Największym wyzwaniem jest samo przymocowanie uchwytu, ale wystarczy drabina i trochę zdolności manualnych.
Mój router wydaje z siebie ciche, elektroniczne dźwięki, jakby piszczały w nim cewki. Support wymienił mi go na nowy, ale drugi egzemplarz zachowuje się identycznie. Schowałem go w szafce i teraz praktycznie go nie słychać.
Starlink nie sprawdzi się u każdego. Jeśli masz dostęp do światłowodu albo mieszkasz w okolicy z bardzo dobrym internetem mobilnym, odpuść sobie. Jeżeli mieszkasz w lesie i drzewa całkowicie zasłaniają niebo, sygnał będzie po prostu zrywał.
Dla osób bez alternatywy, męczących się ze słabą radiówką lub przeciążonymi nadajnikami operatorów, jest to genialne wyjście. Jeżeli chcecie przetestować sprzęt, w opisie zostawiam mój link polecający. Jako zwykły użytkownik dostaję wtedy miesiąc internetu za darmo, co wspiera mój kanał i pozwala robić więcej takich materiałów. Piszcie w komentarzach, jeśli macie jakieś pytania o rzeczy, których jeszcze nie sprawdziłem.
Jeżeli chcesz przetestować Starlink, skorzystaj z mojego linku. Dostaniesz miesiąc gratis!
https://starlink.com/residential?referral=RC-DF-6136706-50287-49
Pełną recenzję możecie obejrzeć także na moim kanale YouTube:

Dodaj komentarz