Aktualny poradnik: bieżące ceny, zasady i moje podsumowanie po ponad roku są na stronie Starlink w Polsce: jak działa, ile kosztuje i dla kogo ma sens. Ten wpis opisuje stan z dnia publikacji.
Czy Starlink ma jakąkolwiek działającą konkurencję, która mogłaby mu realnie zagrozić? Jest koniec kwietnia 2026 roku i od prawie roku jestem jego użytkownikiem. Swoje doświadczenia opisałem w grudniu w materiale po pół roku użytkowania, który praktycznie w 99% pozostaje aktualny; od tamtej pory zmienił się przede wszystkim cennik. Ostatnio zacząłem się jednak zastanawiać nad czymś innym: co, jeżeli ktoś nie chce wspierać Elona albo chce ograniczyć używanie produktów ze Stanów Zjednoczonych? Czy jest jakakolwiek realna alternatywa? Odpowiedź nie jest oczywista, więc przeglądam po kolei dostępne opcje.
Z czym konkurencja musi się zmierzyć
Żeby ocenić konkurencję, trzeba najpierw wiedzieć, z czym ona konkuruje. Starlink ma dziś ponad 10 000 operacyjnych satelitów na orbicie, a przepustowość całej sieci przekroczyła 600 Tb/s.
W Polsce wygląda to tak:
- pobieranie: od 100 do 400 Mbit/s,
- wysyłanie: od 20 do 70 Mbit/s,
- ping: między 20 a 40 ms.
Od połowy marca obowiązuje nowy cennik z nowym podziałem usług. Antena jest bezpłatna, płaci się tylko 101 zł za aktywację, a ceny planów zaczynają się od 129 zł i kończą na 249 zł. Poprzeczka wisi więc wysoko. Sprawdźmy, kto próbuje przez nią przeskoczyć.
Reklama: link polecający
Chcesz sprawdzić Starlinka u siebie?
Zamów przez mój link na starlink.com. Po dwóch miesiącach abonamentu dostaniesz od Starlinka nagrodę za polecenie: obecnie 190 zł*, czyli mniej więcej miesiąc abonamentu. Masz też 30 dni okresu próbnego, więc możesz spokojnie sprawdzić, czy u Ciebie działa.
* Stan na październik 2026. Starlink często zmienia warunki programu poleceń; aktualne zasady sprawdź na starlink.com, a kwotę nagrody zobaczysz na swoim koncie.
Internet satelitarny starej generacji
Zacznę od usługi, która jeszcze jakiś czas temu była w Polsce względnie popularna w miejscach bez dostępu do innego internetu: Tooway, czyli konsumenckiej oferty europejskiej firmy Eutelsat. Z tego, co pamiętam, w Stanach Zjednoczonych w tej samej kategorii działały też HughesNet i Viasat.
W przypadku tych usług właściwie nie ma o czym mówić. To stare konstelacje GEO, czyli satelity na orbicie geostacjonarnej, 36 000 km nad Ziemią. Same prędkości nie są aż takie złe: widziałem plany na przykład 50 Mbit/s, co jest całkiem w porządku. Tragiczny jest za to ping. Przy takiej odległości wynosi między 500 a 700 ms, przez co wiele usług nie działa prawidłowo i w bardzo wielu sytuacjach korzystanie z takiego łącza jest po prostu utrudnione.
Dobrze pokazuje to przykład HughesNetu. Firma, która przez wiele lat była dużą konkurencją dla Starlinka na początku jego działalności, sama zaczęła przekierowywać do niego swoich klientów. Podpisała umowę ze Starlinkiem i dostaje prowizję za polecenie jego usługi. Trudno o wyraźniejsze przyznanie się do przegranej. W tej kategorii nie ma czego szukać: internet satelitarny starej generacji raczej nie ma już racji bytu.
Eutelsat OneWeb: europejska sieć, ale nie dla konsumentów
Kolejna usługa to Eutelsat OneWeb i tak naprawdę jest to jedyna prawdziwa europejska alternatywa. To jedyna konstelacja LEO, czyli niskoorbitalna, tak jak Starlink, która już działa, ma pokrycie w Polsce i jest w pełni europejska. Firma jest notowana w Paryżu, a satelity produkuje Airbus, więc to także kapitał europejski, a nie kolejny produkt z Doliny Krzemowej.
Eutelsat OneWeb ma obecnie około 600 satelitów na wysokości 1200 km. Dla porównania satelity Starlinka krążą niżej, na wysokości około 550 km. Przekłada się to między innymi na wyższe opóźnienia: ping wynosi między 70 a 100 ms, czyli mniej więcej dwa razy więcej niż w Starlinku. Prędkości sięgają około 120 Mbit/s, więc pod tym względem jest już w jakimś stopniu porównywalnie. W teorii brzmi to naprawdę nieźle.
Jest jednak jeden bardzo duży haczyk. Eutelsat OneWeb to usługa wyłącznie B2B. Firma w ogóle nie sprzedaje w modelu konsumenckim: oferta jest skierowana do rządów, instytucji i telekomów. Nie wiem, jak wygląda to w przypadku prywatnych firm, ale wydaje mi się, że tam dostęp też jest problematyczny. Jako konsument nie możesz po prostu zamówić własnej anteny i korzystać z tego internetu. Dla instytucji, firm i samorządów to dość dobra konkurencja dla Starlinka, ale dla większości osób nie ma ona praktycznego znaczenia.
Dobra wiadomość jest taka, że Eutelsat nie stoi w miejscu i pracuje nad rozbudową sieci:
- w grudniu 2024 roku podpisał z Airbusem umowę na 440 nowych satelitów drugiej generacji, których starty planowane są od końca tego roku,
- na początku marca zakończył refinansowanie, z którego uzyskał półtora miliarda euro z emisji obligacji,
- jego ratingi kredytowe poszły w górę,
- przychody z LEO wzrosły rok do roku o 60%.
To rokuje naprawdę dobrze. Być może w przyszłości pojawi się od nich również usługa konsumencka, ale na razie nie ma jasnych informacji na ten temat.
Amazon Leo: głośny projekt, na który Polska musi poczekać
Najgłośniejszą konkurencją ze wszystkich jest Amazon Leo, czyli usługa Amazona znana wcześniej jako Project Kuiper. Nową nazwę nosi od listopada zeszłego roku. 14 kwietnia, dosłownie dwa tygodnie temu, Amazon ogłosił przejęcie operatora satelitarnego Globalstar za 11,5 miliarda dolarów. To gigantyczna kwota i jednocześnie mocne potwierdzenie, że Amazon na serio wchodzi w branżę internetu satelitarnego i chce mieć swój udział w tym rynku.
Na papierze wygląda to obiecująco: prędkości do 400 Mbit/s, w wersji Ultra nawet do 1000 Mbit/s, agresywniejsze ceny niż w Starlinku i docelowo 3000 satelitów. Tylko że jest kilka „ale”.
Po pierwsze, Amazon Leo ma dziś na orbicie około 240 satelitów, podczas gdy Starlink ponad 10 000. FCC nakazała Amazonowi wystrzelenie do końca lipca tego roku 1600 nowych satelitów, ale firma oficjalnie poprosiła o przesunięcie terminu aż o 2 lata, bo brakuje jej rakiet. Na pełną usługę jeszcze więc trochę poczekamy.
Po drugie, wersja beta ruszyła 8 kwietnia, ale tylko dla klientów biznesowych. Start konsumencki jest planowany w okolicach połowy roku, najpierw jedynie w pięciu krajach, i Polski na tej liście nie ma. W 2026 roku Amazon Leo nadal nie będzie więc dla Polaków dostępny.
Po trzecie, punktem wyjścia jest ucieczka od Elona i od usług amerykańskich, a Amazon to też amerykański gigant, tak samo jak SpaceX. Jeżeli celem jest przejście na europejską usługę, to nie jest opcja.
Uczciwie trzeba jednak dodać: jeśli ktoś po prostu szuka innego dostawcy niż Starlink, niezależnie od pochodzenia, to myślę, że za rok, może 2 lata możemy się tej usługi w Polsce doczekać. Zarówno cenowo, jak i technologicznie może być bardzo ciekawa, z dobrymi prędkościami i całkiem niezłymi cenami. Może nawet jej pojawienie się wymusi na Starlinku kolejne obniżki. Ogólnoświatowa premiera Amazon Leo może się okazać korzystna dla całego rynku internetu satelitarnego.
IRIS² i łączność satelitarna prosto w telefonie
Sporo mówi się ostatnio też o IRIS², czyli europejskim podejściu do tego rynku. To konstelacja finansowana w pełni z europejskich środków, zarządzana na poziomie unijnym i całkowicie niezależna od Stanów Zjednoczonych. Ciekawostka: wczoraj, 28 kwietnia, w Warszawie odbyły się dni informacyjne dla dostawców komponentów do tej konstelacji, więc projekt nabiera pierwszych kształtów.
Niestety to kolejna usługa, która nie będzie skierowana do zwykłych konsumentów. IRIS² ma być konstelacją strategiczną, częściowo szyfrowaną, przeznaczoną dla rządów, instytucji unijnych i zastosowań militarnych. Do modelu konsumenckiego brakuje jej lat, a może nawet dekad. Dobrze wiedzieć, że Europa to buduje i w razie jakichkolwiek konfliktów będzie miała własny system komunikacji satelitarnej, ale nie ma szans, żebyśmy jako zwykli użytkownicy mogli z niego w niedługim czasie skorzystać.
Na marginesie jedna interesująca rzecz: producenci telefonów zaczynają podchodzić do bezpośredniego łączenia telefonu z satelitami. Samsung pracuje nad chipem Exynos z wbudowaną łącznością satelitarną: bez masztu, bez dodatkowej anteny, nawet bez karty SIM. Nad tym samym pracuje Starlink w usłudze Starlink Mobile Direct to Cell. To jednak trochę inna sprawa niż konkurencja dla domowego internetu satelitarnego.
Kto zostaje dla zwykłego użytkownika
Technicznie alternatywy istnieją. Jest kilka firm i projektów zajmujących się internetem satelitarnym, ale w większości przypadków nie są one w ogóle skierowane do konsumentów. To, co jest dostępne, jak Tooway, to internet satelitarny starszej generacji o dużo gorszych parametrach. Kiedyś był przynajmniej dużo tańszy od Starlinka, ale po obniżce cen najniższych pakietów Starlinka stał się opcją zupełnie nieopłacalną.
Alternatywy istnieją więc na razie jedynie dla samorządów, instytucji i firm. Jeśli jesteś osobą prywatną, mieszkasz poza miastem, jesteś niezadowolony z internetu mobilnego i nie masz dostępu do światłowodu, to Starlink jest obecnie tak naprawdę jedyną sensowną opcją.
Najbliżej dostępności dla zwykłych konsumentów wydaje się Amazon Leo, ale na jego pojawienie się w Polsce poczekamy jeszcze minimum rok czy dwa lata, a może i dłużej. Trudno to dokładnie przewidzieć. Osobiście liczę, że za dwa–trzy lata pojawią się chociaż pierwsze takie usługi: Amazon Leo, ale też coś od Eutelsatu, który jest w dość dobrej sytuacji finansowej i ma, można powiedzieć, impet. Być może uda mu się wypracować rozwiązanie konsumenckie.
Możliwe też, że jakiejś opcji podczas swojego researchu nie znalazłem. Na dziś mój wniosek jest jednak prosty: jeśli potrzebujesz internetu satelitarnego jako konsument, Starlink jest jedynym realnym, sensownym wyborem.
Reklama: link polecający
Chcesz sprawdzić Starlinka u siebie?
Zamów przez mój link na starlink.com. Po dwóch miesiącach abonamentu dostaniesz od Starlinka nagrodę za polecenie: obecnie 190 zł*, czyli mniej więcej miesiąc abonamentu. Masz też 30 dni okresu próbnego, więc możesz spokojnie sprawdzić, czy u Ciebie działa.
* Stan na październik 2026. Starlink często zmienia warunki programu poleceń; aktualne zasady sprawdź na starlink.com, a kwotę nagrody zobaczysz na swoim koncie.

Dodaj komentarz